Odkąd byłam na spotkaniu kołderkowym gdzie nauczyłam się szyć takie fajne patchworkowe poduszki, uszyłam ich już trzy i jeden worek ta samą techniką...
Ale chyba ta trzecia, ostatnia najbardziej mi się podoba :) Nie lubię się chwalić, ale nie mogę sie na nią napatrzeć i za każdym razem jak na nią zerkam to mi się gęba od ucha do ucha śmieje...
Poduszka powstała z misiem Lickle Ted (jeden z moich UFOków), którego haftuję od jakiś 2 lat, może więcej... pierwotnie miał on być dla mojej chrześnicy na prezent urodzinowy, ale jak zrobiłam kawałek, to tak mi się spodobał, ze postanowiłam go zostawić dla Julki na poduszkę... Projekt tej poduszki noszę w głowie już od ponad roku... ale żeby go zrealizować, musiałam skończyć misia...
Tu misio zdjęty z tamborka
A tu już gotowa poduszka :)
Ten materiał tuż przy misiu jest taki milutki, jakby zamszowy...
A tu zadowolona Julka :)
I co?? Chyba nieźle się prezentuje :)
A tu znalazłam takiego samego misiaka tylko oprawionego - super wygląda z tym żółtym passe-partout i drewnianą rameczką....
* * * * * * *
Znalazłam prze przypadek kolejny haft do naszego salonu :) oczywiście kolejne peonie...
Schemat już wydrukowany czeka w kolejce za koszem :)
* * * * * *
Dodatkowo kilka ostatnich wytworów biżuteryjnych.. nie mam ostatnio weny na tworzenie... bardziej tak z musu powstały...
A na koniec kilka zdjęć Julki :) z wrzosobrania...








