W poniedziałek wróciliśmy z urlopu :( Niestety o cały tydzień za wcześnie bo nad morzem Juleczka strasznie kasłała i dostała kataru, więc wróciliśmy. Byliśmy u lekarza i powiedział, że osłuchowo czysto, ale warunki na działce są jakie są i ciężko by było siedzieć cały dzień w przyczepie kempingowej z chcącym ciągle chodzić dzieckiem. Szkoda, bo była piękna pogoda, ale cóż :( takie życie. \
No ale w każdym razie pogodę nad morzem mieliśmy bardzo ładną, więc nie ma co narzekać :) nawet sporo udało mi się haftów zrobić :)
A w poniedziałek wieczorem poleciałam do skrzynki i znalazłam kolejny staniczek do wyhaftowania.
W piątek koperta z gotowym staniczkiem poleciała dalej do Renatki :) Dobre mam tempo, co?? Zastanawiam się czemu niektóre dziewczyny potrzebują aż dwa miesiące albo i więcej na wyhaftowanie takiego maleństwa, które można w jeden, góra dwa wieczory zrobić...
I dwa razem :)
Reszta innym razem :) w tym oprawione już peonie :))))))))))))



