Może zacznę od spotkania z Anią...
Otóż Ania dotarła do mnie dużo po 18.00 ale wybaczam jej spóźnienie, bo korki niemiłosierne o tej porze na Alejach Jerozolimskich :)
Zrobiłam kawkę, herbatkę, wyjęłam moje nie do końca udane ciasto, nakarmiłam dziecię, które poszło z Tatulkiem na spacer i po krótkiej rozmowie przeszłyśmy do najciekawszego punktu spotkania czyli oglądania i pokazywania swoich haftów...
Ja nie miałam zbyt wiele do pokazania, ale hafty Ani zaparły mi dech w piersiach!!!
Zdjęcia na blogu nie oddają tego piękna i precyzji wykonania które widać na żywo!!
Widziałam swój kalendarz z myszkami... już niedługo go dostanę ale najważniejsze że jest w dobrych rękach... wiem że na pewno nie zginie...
Widziałam tą super długaśną choinkę, którą Ania pokazywała na blogu i te śliczne kwiatowe wróżki... i piękne kwiatki, i kluczyk na lnie... ale chyba najbardziej mi się ta choinka podobała... jak rozwinęłam kanwę (prawie na rozpiętość moich rąk) to nie mogłam się napatrzeć!!! Haftowanie jedną nitką muliny dało znakomity efekt!!!
Po prostu rewelacja...
Te dwie godziny minęły tak szybko, że nawet się nie spostrzegłam a już Juleczka zaczęła marudzić i trzeba było ją kąpać i zakończyć spotkanie :(
A my przecież mogłybyśmy tak gadać godzinami...
A na zakończenie Juleczka dostała od Ani śliczny hafcik...
Aniu, bardzo się cieszę z naszego wczorajszego spotkania i liczę na następne :)
* * *
A to moje leżaczki...