Obserwatorzy

DAWNO TEMU W PARYŻU MODNA DAMA UDAŁA SIĘ D MODYSTKI, ABY ZAMÓWIĆ NAKRYCIE GŁOWY - OSTATNI KRZYK MODY. MODYSTKA OWO NAKRYCIE WYKONAŁA ZUŻYWAJĄC 5 METRÓW WSTĄŻKI. KIEDY DAMA USŁYSZAŁA CENĘ, Z OBURZENIEM ZAWOŁAŁA: CO!!! 300 FRANKÓW ZA 5 METRÓW WSTĄŻKI??!! PANI CHYBA OSZALAŁA!! NA TO MODYSTKA KILKOMA SPRAWNYMI RUCHAMI ROZPRUŁA PIĘKNY CZEPEK, ZWINĘŁA WSTĄŻKĘ, PODAŁA OBURZONEJ DAMIE I POWIEDZIAŁA: ZAPŁATA JEST ZA MOJE UMIEJĘTNOŚCI I PRACĘ, WSTĄŻKĘ DAJĘ PANI GRATIS!!!

piątek, 18 sierpnia 2017

różności wakacyjne

Witam wszystkich bardzo serdecznie. 

Rzadko tu bywam, bo my ciągle w rozjazdach. 

Dziś będzie taki mix. Wszystkiego po trochu. 
Na początek magnes, który dostałam od brata z wycieczki do Albanii. 


Dla tych, co znają Tigera, drobne zakupy, ale nie jestem zadowolona. 
Akurat jak miałam okazje być w tym sklepie, to nic ciekawego nie było. 
Ale znalazłam drugi sklep, w samym centrum, dużo bliżej niż ten, w którym byłam. 
Może następnym razem coś fajnego będzie. 

Tą czarną ramkę wzięłam na jakiś haft... 
A dokładniej na 3 małe i jeden większy z tej samej serii. Muszę tylko coś znaleźć. 


Trochę mojego Mietusia...


Tu na imieninach - nieźle już wstawiony :)))

 

A tu Mieczysław zwinnie wślizgnął się na poduszkę mojego męża, podczas gdy on brał kąpiel. 
Myślałam, że padnę :))) I zasnął. Spał jak zabity. 
Jak Mąż wrócił z kąpieli, ciągnął go za nogi a on nic... 


Tu standardowo w umywalce... Już ledwo się mieści. 


dwa tygodnie temu byliśmy w Warszawie na obiedzie. Oczywiście kupiłam sobie kilka nowych naparstków, w tym dwa z Bolesławca. 


Moja kolekcja jest już całkiem spora. 
Nawet nie zmieściła się na jednym zdjęciu. 




W ogóle to znalazłam jeszcze zdjęcia z Chorwacji, których zapomniałam wrzucić... 
Więc będzie kolejny post wspominkowy. 

Mam już kilka postów przygotowanych, ale na razie znowu wyjeżdżamy, 
więc trochę się odwlecze wszystko. 

środa, 16 sierpnia 2017

spontaniczny, weekendowy wypad nad morze

W zeszłym tygodniu stwierdziliśmy, że pojedziemy na długi weekend nad morze - do Darłówka. 
Z uwagi na tłumy, pomysł wydawałoby się nie za mądry. Ale jednak nie. Dzikich tłumów nie było, nawet kilka miejsc z wolnymi pokojami udało mi się znaleźć. Fakt, że ludzi było sporo, ale do przeżycia. Myślałam, że będzie gorzej. 

We wtorek zalazłam jeden fajny pokój, blisko morza i akurat na dwie doby był wolny. Ale nic nie rezerwowałam, bo nie byliśmy na 100% pewni, czy pojedziemy.  
W piątek z rana zadzwoniłam do pana i na szczęście pokój jeszcze był wolny.  
Zapadła decyzja że jedziemy, po południu szybkie pakowanie i w sobotę o 3:10 ruszyliśmy w drogę. 

Mieliśmy okazję widzieć skutki strasznych nawałnic, które nawiedziły północną część kraju. 

Nie byliśmy dwa lata nad morzem. Zamieniliśmy je na Adriatyk. 
Jednak brakowało nam piasku i spacerów brzegiem morza. Stąd taki spontaniczny wypad. 

SOBOTA

 Pogoda nie była zbyt ładna. Pochmurno i chłodno. Po południu zaczęło nawet lać i strasznie się ochłodziło. Niby tak okazywały prognozy. 



NIEDZIELA

Rano przez chwilę było ładnie, ale chłodno. 
Zaraz potem naszły chmury i zaczęło padać. Tego już nie było w prognozie. 
Około 11:00 chmury sobie poszły i wyszło słonko, ale strasznie wiało cały dzień. 

Oczywiście udaliśmy się na plażę z trzema parawanami. Momentami się chmurzyło, momentami grzało słonko. Nogi pomoczyłam, poopalałam się... Nie było źle. 











A popołudniu dziecko sprzedaliśmy dziadkom i poszliśmy na długi spacer plażą. 

 


PONIEDZIAŁEK

Pogoda jak marzenie. Zero wiatru, małe fale, słonko grzeje. Od rana plażing. No i wreszcie mogłam wyciągnąć haft. Zaczęłam robić 3 turkusowe rybki. 
Zawsze jak jedziemy nad morze, zabieram ze sobą hafty o tematyce morskiej. 






Niestety dużo nie zrobiłam w jeden dzień, więc konćzyłam na działce. 



Dostałam też od Kochanych Teściów 4 nowe naparstki do kolekcji i śliczny magnesik. 


A na działce we wtorek, jak skończyłam rybki, zaczęłam drugi morski haft - koło ratunkowe. Zrobiłam w jeden dzień.  


Rano, już w domu, robiłam zdjęcia gotowych haftów. 




Cóż za wspaniały weekend!!!! 

piątek, 11 sierpnia 2017

hafcik ślubny cz. I

Na początku sierpnia dostałam zlecenie na niewielki (z uwagi na krótki termin) haft ślubny. 
Koleżanka wybrała sobie wzór i przystąpiłam do działania. 

Wybrałam taki materiał przypominający len, o ładnym splocie, w kolorze kości słoniowej (powiedzmy). Rewelacyjnie się na nim haftuje. Kupiłam dwa takie bieżniki w ciuchlandzie za 16 zł. Nie wiem, jaką ma gęstość, ale robię co dwa xxx, bo co jeden byłyby maleńkie. 

Wzór jest delikatny, w kolorach sepii i dość mały. 



Haftu dość szybko przybywało. Niewiele kolorów, więc szybko przybywało xxx. 



A potem skończyła mi się mulina... 

Czyż nie jest uroczy??  
Muszę tylko dokupić odpowiednią ramkę. 
Myślałam o jakiejś ciemniejszej niż biała, bo jak wezmę białą, będzie za mdło. 



c.d.n.

środa, 9 sierpnia 2017

Wakacje w Chorwacji

Witam.
Wreszcie się zebrałam i stworzyłam dla Was krótkie wspomnienie
naszych tegorocznych wakacji w Chorwacji.

Znowu byliśmy w tym samym miejscu. Tym razem 3 dni dłużej. Pogoda dopisała, nie padał już żaden deszcz, ale w drugim tygodniu nieco się ochłodziło (nie było 36 tylko 28). Podróż standardowo zajęła nam 4 dni...

Na początek lokalne piwko tuż przed noclegiem - jeszcze w Słowenii.


A tu już Chorwacja, po gorącej stronie pasma górskiego - inny klimat - ciepły i suchy. 




Okolice naszego apartamentu...





Jednego popołudnia zrobiliśmy sobie długi spacer wybrzeżem... Najpierw szliśmy długo brzegiem, potem wspięliśmy się na górę i wróciliśmy droga na około. 











Tu już wyżej, coraz piękniejsze widoki. 











A t postawili jakiś nowy, malutki kościółek z kamienia. 




Co rano piłam kawkę na tarasie i haftowałam. 


Innego popołudnia odwiedziliśmy Rogoźnicę i lawendowy labirynt. 
Niestety lawenda znowu była już przekwitnięta. 


A tu już Primoszten... 




Prawie co dzień łapaliśmy w morzu jakieś okazy - żywe lub martwe.

 




Podczas jednego ze spacerów natrafiliśmy na taki cudny, niebieski stoliczek...



... albo na wielgachną kwitnącą na kilkanaście metrów agawę...


Co wieczór mieliśmy przyjemność oglądać wschodzący zza wysp księżyc, raz nawet w pełni.


Jednego poranka wybraliśmy się na targ rybny do Trogiru. 




A to piękne okiennice. Są tu wszędzie,w większości zielone. 
Ale kolor tych własnie był cudowny. Z jasnymi kamieniami wspaniale się komponowały.


Tu kilka zdjęć z naszej "plaży" (betonowej platformy na skałach)






Jula pod palmami Trogiru...



Innego zaś wieczoru (żeby było chłodniej i żeby trafić na zachód słońca), wybraliśmy się na górę w Primosztenie, gdzie w tym roku zbudowano pomnik Matki Bożej Fatimskiej.




Widoki z góry przepiękne - na Primoszten i Rogoźnicę. 






A kiciuś sąsiadów, który co dzień wylegiwał się pod naszymi samochodami, a ostatniego dnia przyszedł nas odwiedzić.


 


Tamtejsze koty maja zupełnie inną budowę niż nasze. Mają bardzo długie nogi, takie zupełnie nie pasujące do tułowia i wielkie, kwadratowe głowy. No i mnóstwo śladów walk. 

A to pamiątki, które przywieźliśmy. 


Oczywiście kolejna porcja chorwackich naparstków. 


I domek Julki. 


I tak w wielkim skrócie minął urlop. Innym razem wrzucę kilka zdjęć Jezior Plitwickich, żebyście Ci, co nie byli, zobaczyli zapierający dech w piersi kolor wody... Ale muszę najpierw znaleźć te zdjęcia...

Archiwum bloga

Uszyj Jasia

Kołderki za jeden uśmiech

KLUB TWÓRCZYCH MAM

KREATYWNY KUFER