Obserwatorzy

DAWNO TEMU W PARYŻU MODNA DAMA UDAŁA SIĘ D MODYSTKI, ABY ZAMÓWIĆ NAKRYCIE GŁOWY - OSTATNI KRZYK MODY. MODYSTKA OWO NAKRYCIE WYKONAŁA ZUŻYWAJĄC 5 METRÓW WSTĄŻKI. KIEDY DAMA USŁYSZAŁA CENĘ, Z OBURZENIEM ZAWOŁAŁA: CO!!! 300 FRANKÓW ZA 5 METRÓW WSTĄŻKI??!! PANI CHYBA OSZALAŁA!! NA TO MODYSTKA KILKOMA SPRAWNYMI RUCHAMI ROZPRUŁA PIĘKNY CZEPEK, ZWINĘŁA WSTĄŻKĘ, PODAŁA OBURZONEJ DAMIE I POWIEDZIAŁA: ZAPŁATA JEST ZA MOJE UMIEJĘTNOŚCI I PRACĘ, WSTĄŻKĘ DAJĘ PANI GRATIS!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 czerwca 2019

Wreszcie wakacje!!

Wakacje... znowu są wakacje...

Teraz dla mnie to bez różnicy, czy są wakacje czy nie bo pracować trzeba. Jedynie mogę sobie troszkę dłużej pospać. 

Ale kiedyś to był fajny czas... 

Teraz nasza Juleczka się byczy... Skończyła z wyróżnieniem i średnia 5,09 IV klasę i przeszła do V. Ale ten czas leci. A niedawno zaczynała przedszkole jako niespełna 3-letni brzdąc.

Cały rok miała tłumaczone, że jak się będzie dobrze uczyć to na koniec roku dostanie jakiś prezent. 
No i się udało, bez większego problemu!! 



Tuż po zakończeniu roku, w środę wieczorem pojechaliśmy na długi weekend na działkę. 
Oczywiście z Mietusiem. Ale Mietuś niestety został poturbowany przez lokalnego kota bandytę i dwa dni dochodził do siebie. Tak mu skórę przetrzepał, że nie mógł chodzić. 

Więc głownie leżał... Tylko zmieniał miejsca. 





Raz sam, raz z Julką... 
Było gorąco, więc każdy szukał miejsca gdzie mógłby odpocząć. 

sobota, 2 marca 2019

I wizyta w prawdziwym teatrze

Jakiś czas temu Jula pierwszy raz pojechała z nami do teatru. 
Pojechaliśmy do ROMY na "Pilotów".


 Naszemu dziecku, które generalnie z niczego nie jest zadowolone, nawet się podobało. 
Ani razu przez cały spektakl nie zapytała czy długo jeszcze. Tylko trochę się pod koniec wierciła. 



A na koniec ustawiłyśmy się w kolejce po autograf od Janka :)

środa, 16 sierpnia 2017

spontaniczny, weekendowy wypad nad morze

W zeszłym tygodniu stwierdziliśmy, że pojedziemy na długi weekend nad morze - do Darłówka. 
Z uwagi na tłumy, pomysł wydawałoby się nie za mądry. Ale jednak nie. Dzikich tłumów nie było, nawet kilka miejsc z wolnymi pokojami udało mi się znaleźć. Fakt, że ludzi było sporo, ale do przeżycia. Myślałam, że będzie gorzej. 

We wtorek zalazłam jeden fajny pokój, blisko morza i akurat na dwie doby był wolny. Ale nic nie rezerwowałam, bo nie byliśmy na 100% pewni, czy pojedziemy.  
W piątek z rana zadzwoniłam do pana i na szczęście pokój jeszcze był wolny.  
Zapadła decyzja że jedziemy, po południu szybkie pakowanie i w sobotę o 3:10 ruszyliśmy w drogę. 

Mieliśmy okazję widzieć skutki strasznych nawałnic, które nawiedziły północną część kraju. 

Nie byliśmy dwa lata nad morzem. Zamieniliśmy je na Adriatyk. 
Jednak brakowało nam piasku i spacerów brzegiem morza. Stąd taki spontaniczny wypad. 

SOBOTA

 Pogoda nie była zbyt ładna. Pochmurno i chłodno. Po południu zaczęło nawet lać i strasznie się ochłodziło. Niby tak okazywały prognozy. 



NIEDZIELA

Rano przez chwilę było ładnie, ale chłodno. 
Zaraz potem naszły chmury i zaczęło padać. Tego już nie było w prognozie. 
Około 11:00 chmury sobie poszły i wyszło słonko, ale strasznie wiało cały dzień. 

Oczywiście udaliśmy się na plażę z trzema parawanami. Momentami się chmurzyło, momentami grzało słonko. Nogi pomoczyłam, poopalałam się... Nie było źle. 











A popołudniu dziecko sprzedaliśmy dziadkom i poszliśmy na długi spacer plażą. 

 


PONIEDZIAŁEK

Pogoda jak marzenie. Zero wiatru, małe fale, słonko grzeje. Od rana plażing. No i wreszcie mogłam wyciągnąć haft. Zaczęłam robić 3 turkusowe rybki. 
Zawsze jak jedziemy nad morze, zabieram ze sobą hafty o tematyce morskiej. 






Niestety dużo nie zrobiłam w jeden dzień, więc konćzyłam na działce. 



Dostałam też od Kochanych Teściów 4 nowe naparstki do kolekcji i śliczny magnesik. 


A na działce we wtorek, jak skończyłam rybki, zaczęłam drugi morski haft - koło ratunkowe. Zrobiłam w jeden dzień.  


Rano, już w domu, robiłam zdjęcia gotowych haftów. 




Cóż za wspaniały weekend!!!! 

środa, 9 sierpnia 2017

Wakacje w Chorwacji

Witam.
Wreszcie się zebrałam i stworzyłam dla Was krótkie wspomnienie
naszych tegorocznych wakacji w Chorwacji.

Znowu byliśmy w tym samym miejscu. Tym razem 3 dni dłużej. Pogoda dopisała, nie padał już żaden deszcz, ale w drugim tygodniu nieco się ochłodziło (nie było 36 tylko 28). Podróż standardowo zajęła nam 4 dni...

Na początek lokalne piwko tuż przed noclegiem - jeszcze w Słowenii.


A tu już Chorwacja, po gorącej stronie pasma górskiego - inny klimat - ciepły i suchy. 




Okolice naszego apartamentu...





Jednego popołudnia zrobiliśmy sobie długi spacer wybrzeżem... Najpierw szliśmy długo brzegiem, potem wspięliśmy się na górę i wróciliśmy droga na około. 











Tu już wyżej, coraz piękniejsze widoki. 











A t postawili jakiś nowy, malutki kościółek z kamienia. 




Co rano piłam kawkę na tarasie i haftowałam. 


Innego popołudnia odwiedziliśmy Rogoźnicę i lawendowy labirynt. 
Niestety lawenda znowu była już przekwitnięta. 


A tu już Primoszten... 




Prawie co dzień łapaliśmy w morzu jakieś okazy - żywe lub martwe.

 




Podczas jednego ze spacerów natrafiliśmy na taki cudny, niebieski stoliczek...



... albo na wielgachną kwitnącą na kilkanaście metrów agawę...


Co wieczór mieliśmy przyjemność oglądać wschodzący zza wysp księżyc, raz nawet w pełni.


Jednego poranka wybraliśmy się na targ rybny do Trogiru. 




A to piękne okiennice. Są tu wszędzie,w większości zielone. 
Ale kolor tych własnie był cudowny. Z jasnymi kamieniami wspaniale się komponowały.


Tu kilka zdjęć z naszej "plaży" (betonowej platformy na skałach)






Jula pod palmami Trogiru...



Innego zaś wieczoru (żeby było chłodniej i żeby trafić na zachód słońca), wybraliśmy się na górę w Primosztenie, gdzie w tym roku zbudowano pomnik Matki Bożej Fatimskiej.




Widoki z góry przepiękne - na Primoszten i Rogoźnicę. 






A kiciuś sąsiadów, który co dzień wylegiwał się pod naszymi samochodami, a ostatniego dnia przyszedł nas odwiedzić.


 


Tamtejsze koty maja zupełnie inną budowę niż nasze. Mają bardzo długie nogi, takie zupełnie nie pasujące do tułowia i wielkie, kwadratowe głowy. No i mnóstwo śladów walk. 

A to pamiątki, które przywieźliśmy. 


Oczywiście kolejna porcja chorwackich naparstków. 


I domek Julki. 


I tak w wielkim skrócie minął urlop. Innym razem wrzucę kilka zdjęć Jezior Plitwickich, żebyście Ci, co nie byli, zobaczyli zapierający dech w piersi kolor wody... Ale muszę najpierw znaleźć te zdjęcia...

Tłumacz

Archiwum bloga

Uszyj Jasia

Kołderki za jeden uśmiech