Obserwatorzy

DAWNO TEMU W PARYŻU MODNA DAMA UDAŁA SIĘ D MODYSTKI, ABY ZAMÓWIĆ NAKRYCIE GŁOWY - OSTATNI KRZYK MODY. MODYSTKA OWO NAKRYCIE WYKONAŁA ZUŻYWAJĄC 5 METRÓW WSTĄŻKI. KIEDY DAMA USŁYSZAŁA CENĘ, Z OBURZENIEM ZAWOŁAŁA: CO!!! 300 FRANKÓW ZA 5 METRÓW WSTĄŻKI??!! PANI CHYBA OSZALAŁA!! NA TO MODYSTKA KILKOMA SPRAWNYMI RUCHAMI ROZPRUŁA PIĘKNY CZEPEK, ZWINĘŁA WSTĄŻKĘ, PODAŁA OBURZONEJ DAMIE I POWIEDZIAŁA: ZAPŁATA JEST ZA MOJE UMIEJĘTNOŚCI I PRACĘ, WSTĄŻKĘ DAJĘ PANI GRATIS!!!

poniedziałek, 15 maja 2017

Majówka na działce - pierwsza majówka Mietka

Wreszcie udało nam się pojechać na działkę. Maj się zaczął a to dopiero nasz pierwszy wyjazd... 
Pogoda powariowała, w kwietniu zimno, w maju padał śnieg... 

Ale zacznę od początku...

Kupiłam Mietkowi transporter i nowe szelki, bo z tych pierwszych dawno wyrósł... Postanowiliśmy że zabieramy go ze sobą.. Nigdy nie był jeszcze w tak dalekiej podróży.
Na szczęście zniósł ją bardzo dobrze. 



Na początku chodził trochę na smyczy, żeby poznać teren. Potem, jak już rozstawiliśmy przystawkę, puściłam go i grzecznie sobie chodził. Pilnował się, trochę się bał, uszy chodziły mu na wszystkie strony jak radary. Tyle ciekawych rzeczy wkoło, tyle dźwięków... A jak mu się znudziło chodzić, wylegiwał się na ławce w przystawce, na słoneczku. 





Dzięki temu zimnu, które tak długo u nas gościło, mieliśmy okazję zobaczyć kwitnące tulipany...




Mietek dwa pierwsze dni chodził. W ogóle nie spał w dzień. Musiał obejrzeć każdy krzaczek, każdy kąt, każdy kwiatek. Potem padał... Spał całą noc jak dziecko, nawet sam wracał do przyczepy. Można było z nim robić wszystko. Nawet ubrać go w skarpetki. I jeszcze przy tym mruczał... 
Jula była zachwycona!!!


Najbardziej lubił siedzieć pod choinkami, a jak ktoś przechodził, wtedy na niego polował albo go gonił... Łaził za nami jak piesek. Pomagał w każdej pracy... 








Pilnował schabiku i polędwiczki w wędzarni...








A jak było mokro i się ubrudził, w przyczepie odbywało się wielkie mycie. 


Najlepsze było jak Mietek pogonił wiewiórkę na drzewo. 



Wiewiórka siedziała zestresowana na drzewie i patrzyła na niego z góry, a Mietek sierota siedział pod drzewem i patrzył na nią z dołu... Oczywiście po drzewach sam z siebie chodzić nie umie, ale jak go pogonił pies, to na sam czubek prawie wskoczył... Chyba sam nie wiedział że potrafi takie cuda... 
Musieliśmy go szybko ściągać, bo 30 cm nad nim była budka z małymi szpakami...
Potem chodził pod drzewem w koło i patrzył czy mamusia z robaczkami nie przylatuje...

A jak tylko wyszło trochę słońca, wskakiwał na krzesło i się wygrzewał...








Julka była szczęśliwa na działce podobnie jak Mietek. 
Miała towarzystwo do zabawy (Kasię i Gabrysię), długo spała... 
Fajnie, że udało nam się wyjechać na cały tydzień. 


Dziewczyny znalazły takiego fajnego żuczka...






Przyleciały z nim w słoiku. Zrobiłam zdjęcia i kazałam wypuścić do lasu...

A tu już w drodze powrotnej... 
Mietek zamiast w transporterze, spał na kolanach a potem między nami na bluzach...


Potem, jak wrócił do domu, nie bardzo wiedział, co się dzieje. Musiał obejść każdy kąt i dopiero rozwalił się na podłodze w kuchni do góry nogami... Chyba sobie przypomniał gdzie jest. 

4 komentarze:

  1. Widać, że Mietek szczęśliwy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. widać, że wycieczka udana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszyscy są zadowoleni i to jest najważniejsze.. A szczególnie Mietek.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna wycieczka i kot podróżnik.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga

Uszyj Jasia

Kołderki za jeden uśmiech

KLUB TWÓRCZYCH MAM

KREATYWNY KUFER