Obserwatorzy

DAWNO TEMU W PARYŻU MODNA DAMA UDAŁA SIĘ D MODYSTKI, ABY ZAMÓWIĆ NAKRYCIE GŁOWY - OSTATNI KRZYK MODY. MODYSTKA OWO NAKRYCIE WYKONAŁA ZUŻYWAJĄC 5 METRÓW WSTĄŻKI. KIEDY DAMA USŁYSZAŁA CENĘ, Z OBURZENIEM ZAWOŁAŁA: CO!!! 300 FRANKÓW ZA 5 METRÓW WSTĄŻKI??!! PANI CHYBA OSZALAŁA!! NA TO MODYSTKA KILKOMA SPRAWNYMI RUCHAMI ROZPRUŁA PIĘKNY CZEPEK, ZWINĘŁA WSTĄŻKĘ, PODAŁA OBURZONEJ DAMIE I POWIEDZIAŁA: ZAPŁATA JEST ZA MOJE UMIEJĘTNOŚCI I PRACĘ, WSTĄŻKĘ DAJĘ PANI GRATIS!!!

środa, 12 czerwca 2013

Trochę wiosny, trochę lata na deszczowe brzydkie dni... czyli relacja z aktywnie spędzonego weekendu

U nas dziś zaświeciło słonko :)) Obudziłam się o 5.00 bo mieliśmy nie zasłonięte żaluzje i myślałam, że zaspałam... tak pięknie świeciło słonko... i nawet ciepło się zrobiło :))))))))) Aż miło... 

W sobotę byliśmy na działce... Pojechaliśmy w piątek wieczorem i w sobotę wieczorem wróciliśmy, bo w niedzielę mieliśmy Piknik Rodzinny w Przedszkolu. 
Na działce piękna pogoda, a u nas w domu podobno padał deszcze w sobotę... W niedzielę, przeszła taka burza, że chyba z godzinę lało jak z cebra! A na działce piękna słoneczna pogoda... 
No ale trudno... musieliśmy wracać na Piknik...

Będąc na działce, pozbierałam trochę różnego rodzaju ziela... 
Wiem, że na niektóre już trochę za późno, ale co tam... 

Nazrywałyśmy z Julką i Natalką bluszczyka kurdybanka... Zioło to używa się do takiej mikstury na odporność, która czasem robimy zimą. Ale w tym roku planujemy zacząć ja pic już od wczesnej jesieni, może Julka nie będzie tak chorowała... 

Bluszczyk rośnie u nas w lesie... to taka mała, niepozorna roślina, a po uzbieraniu bukiecika pachnie przecudnie...




Ta miksturę robi się tak: bierze się wino, do wina wrzuca się odpowiednie zioła, m.in. bluszczyk kurdybanek i suszoną jarzębinę, gotuje się, potem dodaje się trochę miodu i popija w małych ilościach każdego dnia - np. do herbaty. jakby ktoś chciał dokładny przepis, mogę wrzucić... Jak którejś zimy piliśmy ją regularnie, wcale nie chorowaliśmy. Więc działa na pewno... 

A to moje zbiory...




Teraz wiszą nad kuchnią i się suszą... Obok wisi pęk liści z brzozy... też mają dobre właściwości lecznicze... TU możecie poczytać w szczegółach, m. in. działają ogólnie na schorzenia układu moczowego (to słyszałam od Kasi Enerlich), na cerę i na zmiany reumatyczne. Może kiedyś z nich skorzystam :) i bukiecik kwiatów czarnego bzu też się suszy - na gardło. 
Jak się nachylam nad kuchnia to wszystko to przecudnie pachnie!!

Nazbierałam jeszcze trochę pędów z sosny, chociaż większość jest już duuuża i z igłami, ale troszkę jeszcze zasypałam cukrem, może puszcza trochę soku. Trzy małe słoiczki już mam na zimę. 


I trochę koperku do posiekania od sąsiada dostałam...


A ze spaceru przynieśliśmy piękny bukiet polnych kwiatów... powoli robi się kolorowo na łąkach... i na szczęście Julka lubi zbierać kwiaty... tak jak mama... 



A to Julki działkowe koleżanki :))




A w niedzielę na Pikniku Julka występowała na scenie (łące) jako biedroneczka - tańczyła z pająkiem i pięknie śpiewała... 




A ja sprzedawałam pyszne ciasta



I tak oto minął nam weekend :)

4 komentarze:

  1. Jak widzę na fotografiach to całkiem udany weekend :) nigdy jeszcze nie miałam okazji robić własnej roboty syropki - dziękuję za wykład :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super weekend i pogoda dopisała :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widze ,że Ty tez czarownica hi hi co w ziołach miesza! kurdybanek przeniosłam sobie do donicy na balkon z ogrodu rodziców , czesto pije z niego herbatki , pozdrawiam i dzieki za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny ten weekend ..tyle się działo.Dzięki za informacje o ziółkach - tej wiedzy nigdy dosyć :)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga

Uszyj Jasia

Kołderki za jeden uśmiech

KLUB TWÓRCZYCH MAM

KREATYWNY KUFER